niedziela, 9 marca 2014

Anioł





"Anioły nap­rawdę is­tnieją. 
Jeśli poz­wo­lisz im być i nie za­bijesz ich. "

Jonathan Carroll



Wiało. Zdecydowanie za mocno dzisiaj wiało. Nie zapowiadała się taka pogoda. Od bardzo dawna nie było tak zimno jak dzisiaj. Jednak Alec nie myślał o pogodzie. Nie o tym, jak śnieg przykrywał coraz bardziej, znany mu świat. Na świeżym, białym puchu pojawiły się plamy czerwono-brunatnej cieczy. Alec krwawił… ale i to nie było przedmiotem jego myśli. Zasnuła je ponura mgła, która sprawiła, że wszystko nad czym panował, upadło. Znowu zawiódł.
Na jego ciele widniały ślady walki, a nagie ramiona otulały resztki biało-czarnego materiału. Stopy miał bose, a każdy krok sprawiał mu taki ból, jakby chodził po szpilkach wielkości sopla lodu. Z jego ramion wyrastały bielsze niż śnieg skrzydła. W obecnym stanie jednak, nie mógł latać. Cały był obolały, a jedno skrzydło wyraźnie – złamane. Wpatrzony w ziemię wędrował – samemu nie wiedząc dokąd. Słońce powoli chowało się za horyzontem wypuszczając jeszcze kilka promieni – jakby pocieszając anioła. Na śniegu pojawiło się więcej plam, które wypalały go, pozostawiając głębokie dziury.
Tam, gdzie horyzont kończył swój żywot, pojawiła się kobieta. Nie miała skrzydeł jak Alec, ale wyglądem przypominała anioła. Ręce miała złożone na piersiach, a wzrok utkwiony w mężczyźnie, który nosił w sobie olbrzymie brzemię. Jej oczy, niczym nieskończony ocean, czekały na spotkanie.
Alec, jakby wodzony intuicją, podniósł wzrok i ujrzał kobietę na swojej ścieżce donikąd. Jego złociste włosy opadały na oczy, a ciemne strużki krwi pomykały po twarzy.
- Ariane… Ja… - smutek i płacz zawładnęły jego duszą. – przepraszam… - wymamrotał.
Spuścił wzrok.
- Ciii… - uspokoiła go kobieta. Dotknęła jedwabistą dłonią jego zmęczonej twarzy, a on ponownie spojrzał na nią. – Nie bądź zatroskany, mój drogi. Potrzeba ci teraz dużo siły, aby nie stać się tym, kogo nienawidzisz.
- Ale ja… znów zawiodłem. Nie potrafiłem jej uratować… chociaż mnie prosiła. Nie mogłem jej ocalić.
- Każda strata jest wpisana w nasz żywot. Nie możesz się teraz poddać rozpaczy, bo ona cię zniszczy! Pamiętaj co dzieje się z aniołami poddającymi się takim uczuciom.
Alec uklęknął na śniegu, chowając w dłoniach swą twarz. Ariane przykucnęła przy nim i przytuliła do swojej piersi.
Nagle, rozbłysło jasne światło, okalając ciało strudzonego mężczyzny. Rany na jego ciele, jedna po drugiej, zanikały, tworząc jasne blizny. Skrzydło powróciło do swojej postaci, jednak kilka piór z niego wypadło. Zmarznięte ciało zostało okryte nową szatą z biało-czarnego materiału, jednak tym razem w większości panowała na niej czerń. Alec usłyszał w swojej głowie tajemniczy głos: „Poświęciłeś dzisiaj swoje ciało i umiejętności, aby uratować dziecko przed niechybną zgubą. Mimo swojego zaangażowania i włożonej siły, nie udało ci się jej ocalić. Jednak twoje chęci były szczere i godne miana Anioła, dlatego też nadal nim będziesz. Z drugiej strony straciliśmy dzisiaj wspaniałą osobę… Dziecko, które mogło wprowadzić pokój na świecie. Dziecko, ważne dla całego świata i dla każdej istoty z osobna. Tak więc, każda blizna na twym ciele, każde brakujące pióro, a także czerń na twym odzieniu – będzie ci odtąd przypominać o tej stracie. Waż teraz swoje działania, bowiem każde ma ogromny wpływ na losy świata.”
Głos umilkł.



Opowiadanie zostało napisane - 11.05.2010r.



PS: Dzisiaj publikuję nieco starsze i bardzo krótkie opowiadanie, gdyż nie miałam zbyt wiele czasu na napisanie nowego. Nie jestem do końca pewna dlaczego ono mi się podoba, ale złe zakończenia mają swój urok. Wiem, że tak naprawdę niewiele w nim treści, ale pozostawiłam sporo miejsca na wyobraźnię. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :).

1 komentarz:

  1. Faktycznie, złe zakończenie ma swój urok... Uczy pokory. Piękne opowiadanie. Wieczorkiem zasiądę do kolejnych!

    OdpowiedzUsuń