piątek, 31 stycznia 2014

Rozstanie

Moje serce ciągnęło do niej... Do tej niezwykłej, tajemniczej i ciemnej toni skrywającej największe cuda świata... Do oceanu. Mroczne szaty nocy przykryły niebo i lśniły niczym aksamit. Gwiazdy migotały, a jasna strona księżyca oświetlała moją drogę.
Woda obmywała moje stopy chcąc mnie zatrzymać, zabrać do siebie na całą wieczność. Szum i dźwięki wody sprawiały, że jednocześnie byłam szczęśliwa i bliska płaczu. Dlaczego wciąż tak bardzo brak mi tej części serca. Tej, która utonęła w oceanie przy narodzinach i już do mnie nie wróciła.
Kawałek drogi jaki mi został do celu przebiegłam powstrzymując łzy. Przede mną wyłoniła się ona... smukła, delikatna, migocząca... Latarnia morska. Dzielnie co noc pokazywała drogę zagubionym żeglarzom. Nigdy się nie poddawała i wszyscy zawsze mogli na nią liczyć. Zawiało nieco zimniej, a ja miałam na sobie tylko lekką sukienkę, więc weszłam do środka. Wspięłam się po kręconych, nierównych schodach na samą górę. Wyszłam na mały balkonik okalający górną część latarni i spojrzałam w ocean. Zamknęłam oczy wdychając wspaniałe, niebiańskie powietrze. Jedyne i wyjątkowe... niczym pocałunek ukochanego.
Złożyłam ręce w modlitwie. Chociaż doskonale wiedziałam, że to nie pomoże... to robiłam tak co wieczór. Nie mając większego wyboru, człowiek czepia się każdej nadziei, jaką tylko może znaleźć. Włosy wirowały wokół mojej skupionej twarzy... Nie wiedziałam do kogo się modlę... Ale było dla mnie ważne by ktokolwiek to usłyszał... Ktokolwiek.
Za sobą usłyszałam kroki...
- Myślałem, że już dzisiaj nie przyjdziesz. - starszy głos wyraźnie zwrócił się ku mnie. Otworzyłam oczy.
- Nie mogłam nie przyjść. - odparłam.
Miałam wrażenie, że on się nie zmienia. Zawsze wyglądał tak samo. Starszy człowiek z bagażem doświadczeń ujawniającym się na jego zmęczonej życiem twarzy. Oczy zdradzały, że przeżył niejedną fascynującą przygodę i że bywały one smutne i radosne - ale warte przeżycia. Siwa broda okalała twarz, a zmarszczki utworzyły już dość znaczne rowki. Podarte ubranie pokazywało, że jest biedny, ale uśmiech na twarzy mówił, że wcale mu to nie przeszkadza. Zderzenie pokoleń... Ja młoda i zdrowa na początku swojej drogi... On stary i zmęczony na jej końcu.
- Napijesz się czegoś ciepłego? Widzę, że zmarzłaś. Powoli zbliża się jesień, a ty nadal paradujesz w letnich rzeczach. - zapytał z troską.
- Chętnie. Lato jeszcze trwa, a ja lubię moje sukienki. - to co powiedziałam raczej mijało się z prawdą, ale czułam, że musiałam się nieco zbuntować.
Kiedy wrócił z moim napojem mogliśmy więcej porozmawiać.
- Nie uważasz, że dzisiaj ocean jest wyjątkowo spokojny? Jak na pogodę. - zapytałam.
- To prawda. Rzadko zdarza się by podczas wiatru nie było fal.
- To takie niezwykłe. Nieważne jak bardzo usiłujemy go poznać, zawsze będzie skrywał tajemnice. Co znajduje się w głębinach, gdzie nikt jeszcze nie dotarł? - czy to właśnie tam mam szukać mojej części serca? Dodałam w myślach.
Mężczyzna spojrzał na mnie nie do końca rozumiejąc co mam na myśli.
- A jak minął ci dzień?
- Przecież wiesz, że za dnia jestem martwa. Moje życie nie istnieje dopóki tutaj nie przychodzę. Nic innego się nie liczy. Tylko ta głębia nocy.
- Przepraszam. Nie chciałem rozdrapywać ran.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się lekko.
Chwilę milczeliśmy... wsłuchując się w melodię nocy.
- Wyjeżdżam. - oznajmiłam wpatrując się w morze.
Nie patrzyłam na niego, ale czułam, że spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myślał, że nigdy się nie odważę, że nie dam rady. Albo może chciał, żebym została... dla niego. Westchnął.
- Kiedy?
- Myślę, że jutro. Jak wyjadę, nie będę mogła już wrócić. Pamiętaj proszę... by opiekować się tym widokiem... i latarnią. - po twarzy spłynęły mi łzy. Nie sądziłam, że tak się wzruszę.
Mężczyzna również zaczął płakać. Zerwał się z siedzenia i przytulił się do mnie. Razem płakaliśmy. Nawet wiatr przestał dawać o sobie znać, a księżyc schował się za chmurą. Jakby to miejsce miało przestać istnieć w tym momencie. W momencie kiedy ja stąd odejdę.
Mężczyzna lekko się odsunął, chwycił mnie za ramiona i zapłakanymi oczami spojrzał głęboko w moje.
- Będę o Tobie pamiętał... codziennie. Wiem, że jesteś silna, że dasz sobie radę z czymkolwiek się zmierzysz. Wierzę, że spełnisz swoje marzenia i znajdziesz upragnione szczęście. Tylko się nie poddawaj, słyszysz! Nie wolno ci!
Po tych słowach rozpłakałam się jeszcze bardziej. Wiedziałam, że mówi tak, aby dać mi siłę by zmierzyć się z życiem jakiego nie znałam - chociaż pewnie wolałby, abym z nim została.
- Jeśli chcesz, bym nie wyjeżdżała po prostu mi to powiedz.
- Nie! Musisz wyjechać, by znaleźć szczęście. Jestem tylko starym latarnikiem, ale trochę w życiu widziałem i wiem, że jeśli ktoś nie potrafi znaleźć swojego szczęścia to staje się wrakiem człowieka. Nie jestem Twoim ojcem, ale przyjacielem. A dla przyjaciół chce się jak najlepiej.
Uśmiechnął się i otarł moje łzy.
- Pamiętaj, że jeśli będziesz mogła wrócić to zajrzyj do starszego pana. Napewno będzie ciekawy jak potoczyło się twoje życie.
- Obiecuję.
Powiedziałam to bez zastanowienia, chociaż wiedziałam, że może to nigdy nie nastąpić. Ucieczka nigdy nie była w tych krainach traktowana dobrze. Jednak ja nie mogłam tak dłużej żyć. Świat zacieśniał się do rozmiarów pułapki i jeszcze trochę, a zostanę zamknięta w złotej klatce.
Powoli zaczęłam schodzić na dół, ale jeszcze odwróciłam się i powiedziałam:
- Żyj w zdrowiu.
Ostatnie co widziałam to smutne oczy i uśmiech mojego najdroższego przyjaciela. Rozdzierało nas serce, ale tak musiało być.
Życie musiało potoczyć się dalej.


Po paru latach dopiero udało mi się wrócić do mojego rodzinnego miasta. W między czasie nastąpiła rewolucja i zmieniło się prawo. Dzięki temu uciekinierzy mogli wrócić do swoich rodzin jeśli mieli na to ochotę. I jeśli w tym czasie rodzina się ich nie wyrzekła. Jednak prawo niewiele zmieniło. Rzadko ponownie przyjmowano do rodziny uciekiniera - splamił on bowiem dobre imię i nie mógł być tak samo traktowany.
Do mojej rodziny też nie mogłam wrócić - zresztą, nie chciałam nawet. Chciałam natomiast móc ponownie spotkać mojego przyjaciela - latarnika. Przez całe lata to on był dla mnie niczym ojciec. Rozmawialiśmy o wszystkim, mogłam mu powierzyć największe tajemnice, a jak mi było smutno to zawsze był dla mnie by mnie pocieszyć. To on mnie wychował i to jemu zawdzięczam to kim jestem. Miałam więc wielką nadzieję, że spotkam go w ukochanej latarni.
Po przyjeździe wybrałam się nad morze, w znanym tak dokładnie kierunku. Wszystko pamiętałam tak jakbym opuściła to miejsce zaledwie dzień temu. Przede mną wyłoniła się latarnia, jednak nie migotała jak wczoraj. Nie była już taka jasna i smukła, jak wczoraj... Zasłonił ją jakiś niewytłumaczalny cień... Mrok, którego nie potrafiłam odgadnąć.
Początkowo nie mogłam wejść do środka - wyglądało to tak, jakby tego miejsca już dawno nie odwiedzano. I nie otwierano tych drzwi. Miałam najgorsze przeczucia.
Weszłam jednak po schodach na samą górę. Pokoik, który zajmował mój przyjaciel był pusty. Nie mogłam go nigdzie znaleźć, więc poszłam na posterunek. Władze powinny wiedzieć co stało się z latarnikiem.
- Przykro mi, ale starszy pan odszedł w zeszłym roku. Był słabego zdrowia i jego serce nie wytrzymało. Leży na cmentarzu niedaleko.
Moje oczy się zaszkliły. Chociaż czułam to już zanim weszłam do latarni to bardzo chciałam, aby to nie była prawda. Miałam mu przecież opowiedzieć jak potoczyło się moje życie! Obiecałam mu!
Poszłam na cmentarz, kupiłam po drodze nieco kwiatów. Znalazłam nagrobek.
- Wróciłam mój przyjacielu. - płacz cisnął mi się do oczu. Miałam kulę w gardle i nie potrafiłam normalnie mówić.  Starałam się jednak z całych sił. Bo obiecałam przecież. - Mam dla Ciebie kwiaty, chociaż w sumie trochę głupio dawać kwiaty mężczyźnie. Pamiętasz obietnicę? Obiecałam, że wrócę i opowiem ci jak potoczyło się moje życie. Oto więc jestem. Opowieść jest długa, ale myślę, że mamy dużo czasu, prawda? Nigdzie się nam nie spieszy. Tak więc, po tym jak wyjechałam, spotkałam...


Świat nadal kręcił się jak do tej pory, ale serce znów straciło cząstkę siebie. Wiatr zwiastował kolejne zmiany, a ja musiałam żyć dalej. Miałam tylko nadzieję, że wiedział jakim był dla mnie cennym przyjacielem i że teraz jest w lepszym świecie. 



Opowiadanie zostało napisane - 4.08.2013r.

Początek

Na początek chciałabym przywitać wszystkich, którzy będą zaglądali na tego bloga (jeśli tacy się w ogóle znajdą ;) ) i opowiedzieć pokrótce o czym on będzie.

Przede wszystkim - szukałam przez jakiś czas jakiegoś miejsca w sieci, gdzie mogłabym publikować swoje opowiadania. Przez bardzo długi czas pisałam dla siebie - do szuflady, jednak z czasem zapragnęłam aby ktoś mógł ocenić, przeczytać to o czym piszę. Rozsyłałam opowiadania do znajomych, pokazywałam wśród przyjaciół. Było to bardzo miłe uczucie kiedy ktoś przeczytał opowiadanie i mu się spodobało. Dlatego też postanowiłam udostępnić je większemu gronu osób.

Mam nadzieję, że odnajdziecie tutaj swój mały zakątek - a moje opowiadania umilą Wam czas :).