Moje serce ciągnęło do niej... Do tej
niezwykłej, tajemniczej i ciemnej toni skrywającej największe cuda świata... Do
oceanu. Mroczne szaty nocy przykryły niebo i lśniły niczym aksamit. Gwiazdy
migotały, a jasna strona księżyca oświetlała moją drogę.
Woda obmywała moje stopy chcąc mnie
zatrzymać, zabrać do siebie na całą wieczność. Szum i dźwięki wody sprawiały,
że jednocześnie byłam szczęśliwa i bliska płaczu. Dlaczego wciąż tak bardzo
brak mi tej części serca. Tej, która utonęła w oceanie przy narodzinach i już
do mnie nie wróciła.
Kawałek drogi jaki mi został do celu
przebiegłam powstrzymując łzy. Przede mną wyłoniła się ona... smukła,
delikatna, migocząca... Latarnia morska. Dzielnie co noc pokazywała drogę
zagubionym żeglarzom. Nigdy się nie poddawała i wszyscy zawsze mogli na nią
liczyć. Zawiało nieco zimniej, a ja miałam na sobie tylko lekką sukienkę, więc
weszłam do środka. Wspięłam się po kręconych, nierównych schodach na samą górę.
Wyszłam na mały balkonik okalający górną część latarni i spojrzałam w ocean.
Zamknęłam oczy wdychając wspaniałe, niebiańskie powietrze. Jedyne i
wyjątkowe... niczym pocałunek ukochanego.
Złożyłam ręce w modlitwie. Chociaż
doskonale wiedziałam, że to nie pomoże... to robiłam tak co wieczór. Nie mając
większego wyboru, człowiek czepia się każdej nadziei, jaką tylko może znaleźć.
Włosy wirowały wokół mojej skupionej twarzy... Nie wiedziałam do kogo się
modlę... Ale było dla mnie ważne by ktokolwiek to usłyszał... Ktokolwiek.
Za sobą usłyszałam kroki...
- Myślałem, że już dzisiaj nie
przyjdziesz. - starszy głos wyraźnie zwrócił się ku mnie. Otworzyłam oczy.
- Nie mogłam nie przyjść. - odparłam.
Miałam wrażenie, że on się nie
zmienia. Zawsze wyglądał tak samo. Starszy człowiek z bagażem doświadczeń
ujawniającym się na jego zmęczonej życiem twarzy. Oczy zdradzały, że przeżył
niejedną fascynującą przygodę i że bywały one smutne i radosne - ale warte
przeżycia. Siwa broda okalała twarz, a zmarszczki utworzyły już dość znaczne
rowki. Podarte ubranie pokazywało, że jest biedny, ale uśmiech na twarzy mówił,
że wcale mu to nie przeszkadza. Zderzenie pokoleń... Ja młoda i zdrowa na
początku swojej drogi... On stary i zmęczony na jej końcu.
- Napijesz się czegoś ciepłego?
Widzę, że zmarzłaś. Powoli zbliża się jesień, a ty nadal paradujesz w letnich
rzeczach. - zapytał z troską.
- Chętnie. Lato jeszcze trwa, a ja
lubię moje sukienki. - to co powiedziałam raczej mijało się z prawdą, ale
czułam, że musiałam się nieco zbuntować.
Kiedy wrócił z moim napojem mogliśmy
więcej porozmawiać.
- Nie uważasz, że dzisiaj ocean jest
wyjątkowo spokojny? Jak na pogodę. - zapytałam.
- To prawda. Rzadko zdarza się by
podczas wiatru nie było fal.
- To takie niezwykłe. Nieważne jak
bardzo usiłujemy go poznać, zawsze będzie skrywał tajemnice. Co znajduje się w
głębinach, gdzie nikt jeszcze nie dotarł? - czy to właśnie tam mam szukać mojej
części serca? Dodałam w myślach.
Mężczyzna spojrzał na mnie nie do
końca rozumiejąc co mam na myśli.
- A jak minął ci dzień?
- Przecież wiesz, że za dnia jestem
martwa. Moje życie nie istnieje dopóki tutaj nie przychodzę. Nic innego się nie
liczy. Tylko ta głębia nocy.
- Przepraszam. Nie chciałem
rozdrapywać ran.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się
lekko.
Chwilę milczeliśmy... wsłuchując się
w melodię nocy.
- Wyjeżdżam. - oznajmiłam wpatrując
się w morze.
Nie patrzyłam na niego, ale czułam,
że spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Pewnie myślał, że nigdy się nie odważę, że
nie dam rady. Albo może chciał, żebym została... dla niego. Westchnął.
- Kiedy?
- Myślę, że jutro. Jak wyjadę, nie
będę mogła już wrócić. Pamiętaj proszę... by opiekować się tym widokiem... i
latarnią. - po twarzy spłynęły mi łzy. Nie sądziłam, że tak się wzruszę.
Mężczyzna również zaczął płakać.
Zerwał się z siedzenia i przytulił się do mnie. Razem płakaliśmy. Nawet wiatr
przestał dawać o sobie znać, a księżyc schował się za chmurą. Jakby to miejsce
miało przestać istnieć w tym momencie. W momencie kiedy ja stąd odejdę.
Mężczyzna lekko się odsunął, chwycił
mnie za ramiona i zapłakanymi oczami spojrzał głęboko w moje.
- Będę o Tobie pamiętał...
codziennie. Wiem, że jesteś silna, że dasz sobie radę z czymkolwiek się
zmierzysz. Wierzę, że spełnisz swoje marzenia i znajdziesz upragnione
szczęście. Tylko się nie poddawaj, słyszysz! Nie wolno ci!
Po tych słowach rozpłakałam się
jeszcze bardziej. Wiedziałam, że mówi tak, aby dać mi siłę by zmierzyć się z
życiem jakiego nie znałam - chociaż pewnie wolałby, abym z nim została.
- Jeśli chcesz, bym nie wyjeżdżała po
prostu mi to powiedz.
- Nie! Musisz wyjechać, by znaleźć
szczęście. Jestem tylko starym latarnikiem, ale trochę w życiu widziałem i
wiem, że jeśli ktoś nie potrafi znaleźć swojego szczęścia to staje się wrakiem
człowieka. Nie jestem Twoim ojcem, ale przyjacielem. A dla przyjaciół chce się
jak najlepiej.
Uśmiechnął się i otarł moje łzy.
- Pamiętaj, że jeśli będziesz mogła
wrócić to zajrzyj do starszego pana. Napewno będzie ciekawy jak potoczyło się
twoje życie.
- Obiecuję.
Powiedziałam to bez zastanowienia,
chociaż wiedziałam, że może to nigdy nie nastąpić. Ucieczka nigdy nie była w
tych krainach traktowana dobrze. Jednak ja nie mogłam tak dłużej żyć. Świat
zacieśniał się do rozmiarów pułapki i jeszcze trochę, a zostanę zamknięta w
złotej klatce.
Powoli zaczęłam schodzić na dół, ale
jeszcze odwróciłam się i powiedziałam:
- Żyj w zdrowiu.
Ostatnie co widziałam to smutne oczy
i uśmiech mojego najdroższego przyjaciela. Rozdzierało nas serce, ale tak
musiało być.
Życie musiało potoczyć się dalej.
Po paru latach dopiero udało mi się
wrócić do mojego rodzinnego miasta. W między czasie nastąpiła rewolucja i
zmieniło się prawo. Dzięki temu uciekinierzy mogli wrócić do swoich rodzin
jeśli mieli na to ochotę. I jeśli w tym czasie rodzina się ich nie wyrzekła.
Jednak prawo niewiele zmieniło. Rzadko ponownie przyjmowano do rodziny
uciekiniera - splamił on bowiem dobre imię i nie mógł być tak samo traktowany.
Do mojej rodziny też nie mogłam
wrócić - zresztą, nie chciałam nawet. Chciałam natomiast móc ponownie spotkać
mojego przyjaciela - latarnika. Przez całe lata to on był dla mnie niczym
ojciec. Rozmawialiśmy o wszystkim, mogłam mu powierzyć największe tajemnice, a
jak mi było smutno to zawsze był dla mnie by mnie pocieszyć. To on mnie
wychował i to jemu zawdzięczam to kim jestem. Miałam więc wielką nadzieję, że
spotkam go w ukochanej latarni.
Po przyjeździe wybrałam się nad
morze, w znanym tak dokładnie kierunku. Wszystko pamiętałam tak jakbym opuściła
to miejsce zaledwie dzień temu. Przede mną wyłoniła się latarnia, jednak nie
migotała jak wczoraj. Nie była już taka jasna i smukła, jak wczoraj... Zasłonił
ją jakiś niewytłumaczalny cień... Mrok, którego nie potrafiłam odgadnąć.
Początkowo nie mogłam wejść do środka
- wyglądało to tak, jakby tego miejsca już dawno nie odwiedzano. I nie
otwierano tych drzwi. Miałam najgorsze przeczucia.
Weszłam jednak po schodach na samą
górę. Pokoik, który zajmował mój przyjaciel był pusty. Nie mogłam go nigdzie
znaleźć, więc poszłam na posterunek. Władze powinny wiedzieć co stało się z
latarnikiem.
- Przykro mi, ale starszy pan odszedł
w zeszłym roku. Był słabego zdrowia i jego serce nie wytrzymało. Leży na
cmentarzu niedaleko.
Moje oczy się zaszkliły. Chociaż
czułam to już zanim weszłam do latarni to bardzo chciałam, aby to nie była
prawda. Miałam mu przecież opowiedzieć jak potoczyło się moje życie! Obiecałam
mu!
Poszłam na cmentarz, kupiłam po
drodze nieco kwiatów. Znalazłam nagrobek.
- Wróciłam mój przyjacielu. - płacz
cisnął mi się do oczu. Miałam kulę w gardle i nie potrafiłam normalnie
mówić. Starałam się jednak z całych sił.
Bo obiecałam przecież. - Mam dla Ciebie kwiaty, chociaż w sumie trochę głupio
dawać kwiaty mężczyźnie. Pamiętasz obietnicę? Obiecałam, że wrócę i opowiem ci
jak potoczyło się moje życie. Oto więc jestem. Opowieść jest długa, ale myślę,
że mamy dużo czasu, prawda? Nigdzie się nam nie spieszy. Tak więc, po tym jak
wyjechałam, spotkałam...
Świat nadal kręcił się jak do tej
pory, ale serce znów straciło cząstkę siebie. Wiatr zwiastował kolejne zmiany,
a ja musiałam żyć dalej. Miałam tylko nadzieję, że wiedział jakim był dla mnie
cennym przyjacielem i że teraz jest w lepszym świecie.
Opowiadanie zostało napisane - 4.08.2013r.