"Różnymi drogami biegnie życie ludzkie, ale wszyscy szukają szczęścia i miłości."
Jan Paweł II
Szybki bieg. Wyrównany oddech.
Jeszcze przeskok przez barierkę, a potem skok na przeciwległy dach. Przewrót,
żeby nie tracić pędu. I mogła się zatrzymać. Jej oczom ukazał się wspaniały
widok. Stała właśnie na najwyższym budynku w mieście, podziwiając błyszczące na
niebie gwiazdy. Uwielbiała biegać w nocy. To czas mniejszego zainteresowania
policji sprinterami. A ona nie mogła rzucać się w oczy.
Przysiadła na krawędzi dachu czystego
niczym pościel w pięciogwiazdkowym hotelu. W dole samochody ruszały się w ślimaczym
tempie wydając odgłosy zniecierpliwienia. Wokół niej dużo było innych budynków,
ale niższych niż ten, na którym siedziała. W niektórych oknach paliły się
światła, przez co można było zobaczyć cienie postaci… ludzi, którzy tam
mieszkali. Ale April to nie interesowało. Wolała patrzeć na gwiazdy, ludzie ją
męczyli. Większość z nich, żyjących na dole, uważało to miasto za idealne.
Warte tego, by za nie nawet zginąć. Bronić za wszelką cenę. April wiedziała, że
to wszystko tylko manipulacja ze strony władz. Ludzie nade wszystko pragną
władzy…
Jednak nie nad wszystkimi mieli
władzę… I dla nich właśnie pracowała April.
Ciepły, letni wiatr rozwiał długie,
kruczoczarne włosy dziewczyny. Wślizgnął się nawet pod koszulkę niczym
nieproszony gość. Przywiał ze sobą jakiś miły, słodki zapach, przez co April
zachciało się coś zjeść. Postanowiła wpaść po drodze do domu po jakąś pizzę i
znów zaczęła biec.
- Cześć Merk, co dla mnie masz?
- A co ty tak wcześnie dzisiaj? –
zapytał lekko zaspany.
Merk jak zwykle siedział przy
komputerze nasłuchując policję. Nie mógł pozwolić, by któryś ze sprinterów
natknął się na jakąś większą grupę. Na chwilę oderwał się od klawiatury i
spojrzał na April.
- Coś kiepsko dzisiaj wyglądasz.
Spałaś coś? – zapytał z troską w głosie.
- Właściwie to niewiele. Szukałam
nowych gwiazdozbiorów. – odparła siadając na miękkiej, czerwonej kanapie.
- Dziewczyno, twoje hobby cię kiedyś
wykończy.
- To jak? Masz dla mnie jakąś robotę?
- Oczywiście. Jak zawsze. – odrzekł z
uśmiechem. – Mamy dostarczyć dziś wiadomość do Arlington Drive, ale ty
dobiegniesz tylko do Stanton Avenue. Tam zmieni cię Kate. Wiem, że to dość
spory kawałek, ale na pewno sobie poradzisz.
Merk wstał i udał się w róg
pomieszczenia zabierając stamtąd potrzebne fanty.
- Tu masz torbę z wiadomością i
słuchawkę. Odezwij się czasem, żebym wiedział czy żyjesz – nie tak jak
ostatnio, ok?
- Ok, ok.
April przewiesiła sobie torbę przez
ramię, a słuchawkę włożyła do ucha. Na dworze słychać było tylko
wszechogarniającą ciszę. Lubiła zaczynać wcześnie rano. Niewielu ludzi się
wtedy kręciło po mieście.
Smukła sylwetka dziewczyny odbiła się
w dużych oknach wysokiego biurowca. Biegła po krawędzi – już nie pierwszy raz,
ale za każdym razem trochę się bała. Nie, że spadnie, tylko że ją zauważą.
Wbiegła na duży billboard reklamujący jakąś nową telefonię komórkową i odbiła
się w kierunku czerwonego, wystającego dźwigu. Chwila niepewności… Przewrót i
znów jest na stałym gruncie. Skok przez siatkę, wślizg pod jakimiś metalicznymi
rurami i skok na kolejny biały budynek bez wyrazu. Torba zaczęła jej ciążyć.
Musiała trochę zwolnić, ale nadal biegła dość szybko, żeby Merk się nie
czepiał. Wyrównała oddech i pokonała kolejne kilka przecznic górą. Wbiegła do
jakiegoś budynku, który obecnie był w remoncie i rozejrzała się wokół.
- Merk… Jak to wygląda? – pytała
zdyszana.
- Gdzieś w okolicy powinno być wejście
do szybów wentylacyjnych. Miło, że się w końcu odezwałaś. – zażartował.
April przebiegła przez pierwszy
korytarz i znalazła się w większym pomieszczeniu. Nie było tam tak idealnie
czysto, jak wszędzie. Pod oknami walały się zużyte do połowy puszki z farbą,
niedaleko od nich znajdowały się połamane deski, a większość z przejść była
zablokowana przez duże skrzynie. Wyglądało to tak, jakby nikt nie chciał
dokończyć tego remontu.
Na szczęście April znalazła szyb
wentylacyjny, do którego mogła się wślizgnąć. Kilka skoków w górę i już była na
miejscu.
- W okolicy pojawiło się kilku
gliniarzy, więc uważaj i nie rzucaj się w oczy. Jeśli cię zauważą musisz im
uciec. – usłyszała głos w słuchawce.
Gliniarze… Nie cierpiała gliniarzy.
Nigdy nie wiadomo kiedy zginie się od ich zbłądzonej kuli. Znała kiedyś
sprintera, który chełpił się, że żaden gliniarz go nigdy nie dotknie, bo jest
tak szybki. I faktycznie, jego szybkość i sprawność była niesamowita. Jednak w
tym zawodzie trzeba być nie tylko szybkim i sprawnym, ale też mądrym i
rozsądnym. Znajomy sprinter zginął w centrum handlowym „New Age”, bo wydawało
mu się, że może ominąć sporą grupę gliniarzy do zadań specjalnych.
Przedziurawili go jak ser szwajcarski. Merk chyba najbardziej przeżył jego
śmierć.
April w końcu wydostała się z budynku
na świeże powietrze. Zostało tylko parę przecznic do miejsca przekazania torby.
Nagle na swojej drodze zauważyła innego sprintera. „Co on tu robi?” –
zastanawiała się.
- Merk, co tu robi Jack? Ma jakieś
zlecenie?
- Nic mi o tym nie wiadomo… Ale
lepiej skup się na biegu. Nie chciałbym, żebyś stała się plamą na drodze.
- Spoko.
Kiedy spojrzała ponownie w kierunku,
gdzie był Jack już go tam nie zauważyła… Za to wpadła na niego – dosłownie.
- Au! – krzyknęła. – Co ty wyrabiasz
Jack?
- To jedyny sposób, żeby sprawić byś
się do mnie przytuliła, słonko.
- Zwariowałeś…
Jack miewał głupie pomysły, mimo że
był dość inteligentnym człowiekiem. Przyłączył się do sprinterów długo przed
April i w dość niejasnych okolicznościach. Ktoś mówił, że Jack był kiedyś
kieszonkowcem w metrze i miał na pieńku z przedstawicielami prawa. Podobno
natknął się wtedy na któregoś sprintera i postanowił zmienić fach. Ktoś inny
mówił, że facet przeżył jakąś tragedię… ktoś zginął, a on sam wylądował na
ulicy. Sprinterem został, by zapomnieć.
Jednak April czuła, że żadna z tych
historii nie jest prawdziwa. Jack był typowym przystojniakiem z zawadiackim
uśmiechem i delikatnym zarostem. Biegał przeważnie ubrany w czarną, stylową
koszulkę i szare, dresowe spodnie. Zresztą, wszyscy sprinterzy ubierali się
podobnie. Najważniejsze było wtopić się w otoczenie i nie dać się złapać.
- Dokąd tak pędzisz April? – zapytał
towarzysko.
- Jack! Niepoważny jesteś?! Pracuję.
I muszę już biec. – odrzekła zirytowana.
Mężczyzna wciąż zastępował jej drogę,
słodko się uśmiechając.
- April, daj zaprosić się na randkę.
Obiecuję, że będzie fajnie.
- Co? Odbiło ci? Zaraz…
- April, rusz się, gliniarze do
ciebie idą i jesteś już spóźniona – usłyszała Merka.
- Muszę iść.
Dziewczyna usiłowała go wyminąć, ale
nie dało rady. Jack chwycił ją za ramię i pociągnął w stronę drzwi do jakiegoś
bloku mieszkalnego. Biegł szybciej od April więc ta musiała mocno przyśpieszyć.
Nie wiedziała dokąd ją ciągnie, ale miała przeczucie, że znalazł sposób na
ominięcie policji. W bloku wbiegli do windy i zaczęli powoli jechać w górę.
- Dokąd idziemy? – zapytała.
- Znam skrót. Trzymaj się mnie. –
znów się uśmiechnął.
Irytowało ją to.
- Nie potrzebuję twojej pomocy.
Poradziłabym sobie sama. – odparła gniewnie.
- Ale ja uwielbiam ci pomagać
kochanie.
- Tego już za wiele. – złożyła ręce
na piersi w akcie desperacji. – Daj mi wreszcie spokój.
- Uwielbiam jak się denerwujesz. Masz
wtedy taki słodki wyraz twarzy.
April już miała mu dołożyć, kiedy
drzwi windy się otworzyły i Jack pociągnął ją w kierunku wyjścia na dach. Kate
czekała już w umówionym miejscu.
- Widzę, że teraz pracujesz w parze.
– uśmiechnęła się. – Uważaj, bo Merk może ci potrącić z pensji.
- Nie pracuje w żadnej parze. Masz
już torbę i daj żyć. – April oddała Kate wiadomość i ruszyły w przeciwne
strony.
- A ty masz u mnie przerąbane. Merk
już na pewno wie i podzieli moją kasę.
- Słonko, pieniądze to nie wszystko.
– odparł jak zawsze uśmiechnięty.
Znów zaszedł jej drogę i chwycił za
ramiona.
- Dlaczego się mnie boisz? – zapytał
patrząc jej głęboko w oczy.
- Nie boję się… Irytujesz mnie.
- Nie patrzysz mi w oczy… Więc się
boisz. Ja nie gryzę. Opowiadają o mnie różne historie, ale jestem zwyczajnym
facetem.
Dziewczyna nerwowo oblizała usta.
„Dlaczego tak się wpatruje?”
„O co mu chodzi?”
Mężczyzna zastanowił się chwilę i
pocałował ją. April otworzyła oczy ze zdziwienia. Jack naprawdę tam stał, z
nią, i ją całował. Jego usta miały taki niesamowity smak. Po chwili rozpłynęła
się i dała porwać tej przyjemności. Przymknęła oczy i zdawało się, że słyszy
muzykę. Ale to było głośne bicie obu serc. Serc, które wiele przeszły, ale
które mimo wszystko chciały zaznać szczęścia.
Jack muskał delikatnie górną i dolną
wargę April. Dotykał ustami jej policzków, nosa i oczu. Na końcu uśmiechnął się
i przytulił ją mocno. Dziewczyna poczuła jego wspaniały zapach i zakochała się
w nim. Chciała pozostać w tej pozycji już na zawsze. Jej buntownicza natura
ustąpiła, bo teraz miała przy sobie kogoś życzliwego, kogoś kto będzie ją
chronił.
Opowiadanie zostało napisane - 1.02.2010r.
PS: Znów nie miałam za bardzo czasu naskrobać coś nowego. To opowiadanie pisałam jakiś czas po ukończeniu Mirror's Edge - gry, która bardzo mi się spodobała i utkwiła mi w głowie na długo. Pokochałam świat przedstawiony i chciałam niejako umieścić w nim siebie.

