Dziś ponownie opowiadanie stworzone całkiem niedawno ;). Co ciekawe zainspirowała mnie do jego napisania praca innego człowieka (nie pisana) i dała dużo do myślenia. Mam nadzieję, że przekażę te odczucia dalej i nigdy nie opuści Was inspiracja - i że zawsze ją zauważycie :).
"Inspiracja przychodzi każdego dnia. Wystarczy ją po prostu zauważyć."
Anonim
Młody mężczyzna siedział
tam gdzie zawsze. Na małym murku przed fontanną obserwując spacerujących ludzi.
Lubił to robić kiedy szukał inspiracji. W ręku trzymał naruszony zębem czasu
notatnik i zwykłe, szare pióro. W kieszeni czarnego płaszcza chował jeszcze
różnej wielkości ołówki i szczątki gumki do gumowania.
Po chwili zauważył, że
nie patrzy już na ludzi tylko w przestrzeń daleko za nimi. Za barierką, która
okalała fontannę, za rzeką, za wysokimi drapaczami chmur widocznymi z daleka.
Pogoda nie nastrajała do niczego. Było ponuro, brzydko, co jakiś czas kropił
lekki deszcz. Wielkimi krokami zbliżała się jesień, a młody mężczyzna nadal nie
miał żadnego pomysłu.
Puste kartki notatnika
śmiały mu się w twarz, a on był bezradny. Jak dziecko we mgle.
Zamknął go, żeby nie
musieć patrzeć na tę pustkę. Czuł, że otacza go otchłań, a wokół krążą bez celu
cienie. Dawny świat pewnie już zaginął w czeluściach kosmosu, a on został sam.
Zupełnie sam.
Nagle jego wzrok przykuła
pewna młoda kobieta zbierająca coś na ziemi niedaleko fontanny. Na pierwszy
rzut oka mogło się wydawać, że jest zupełnie zwyczajna; miała kasztanowe,
długie włosy splecione w warkocz, była dość szczupła, a jej twarz wyglądała na
zapracowaną. Była jedna rzecz, która nie do końca mu pasowała do ponurego
obrazka otoczenia... Kobieta była ubrana w lekką, białą sukienkę - taką jaką
nosi się latem, kiedy spotyka z przyjaciółmi w słonecznym parku, albo kiedy
wybiera się na wycieczkę poza miasto. Sukienka była zwiewna, lecz nie
przezroczysta, deszcz jej nie zmoczył, a kobieta wydawała się nie zwracać uwagi
na pogodę. Zupełnie jakby nie było jej zimno.
Przez chwilę mężczyzna
sądził, że widzi ducha... Że tak długo szukał inspiracji, aż zwariował.
Postanowił się o tym przekonać i podszedł do kobiety.
- Dzień dobry pani.
Mógłbym wiedzieć co pani robi w tak ponury dzień? - grzecznie się przywitał. A
przynajmniej miał taką nadzieję, że to było grzeczne. Nie chciał jej
wystraszyć, ale i tak lekko drgnęła na jego słowa.
- Przepraszam, ale... -
widać, że się zmieszała. Przewracała oczami i schowała coś za plecami. - Cóż...
Nie robię nic niezwykłego. Zbieram... różne rzeczy...
- Niech mi pani wybaczy
śmiałość, ale jest tak zimno na dworze. Może zgubiła się pani? Może mógłbym
jakoś pomóc? - zapytał z troską.
- Nie, to nie to. I.. nie
jest mi zimno. To miło, że pan pyta, ale chciałabym wrócić do pracy. - nerwowo założyła
uwolniony kosmyk włosów za ucho.
Mężczyznę bardzo zdziwiło
zachowanie kobiety, a do tego zauważył, że ludzie wokół zaczęli mu się dziwnie
przyglądać. Chociaż może przyglądali się jej, że jest tak letnio ubrana.
- Przepraszam, że
nalegam, ale mogę spytać o pani imię?
Uśmiechnęła się.
- Nie zrezygnuje pan,
prawda?
Czyżby teraz chciała mu
wyjawić swój sekret? Powiedzieć dlaczego tutaj jest, zbierając coś z ziemi,
ubrana w letnią sukienkę? Może faktycznie była duchem.
- Dobrze... Powiem panu
co tutaj robię. Usiądźmy na murku.
To było zastanawiające.
Czuł, że dziewczyna może stać się inspiracją, której tak długo szukał i nie
mógł się doczekać wyjawienia sekretów.
- Nie jestem w stanie
wytłumaczyć panu kim dokładnie jestem lub jak się nazywam. Możemy uznać, że
jestem Opiekunką Inspiracji.
- Opiekunką? Nie
rozumiem. Żarty sobie ze mnie pani robi... - taaak... każdy normalny człowiek o
zdrowych zmysłach powiedziałby, że ta pani zwyczajnie zwariowała. Być może jest
chora i musi być odwieziona do szpitala? Może tak powinien uczynić? Więc
dlaczego siedział tam, patrzył na nią i nic nie zrobił? Może dlatego, że
faktycznie nie było jej zimno, podczas gdy on się trząsł nawet mimo ubranego
płaszcza. Nie miała gęsiej skórki, nie szczękała zębami, miała zdrowy kolor
skóry. I uśmiechała się do niego.
- Zdaję sobie sprawę, że
wy ludzie jesteście zazwyczaj sceptykami. Rzadko wierzycie w coś, co wykracza
poza ustalone przez was samych ramy. Jednak istnieją na tym świecie rzeczy,
których nie da się udowodnić, ani zamknąć w prawach fizyki. Jedną z tych rzeczy
jestem ja. Dowodem na to, że jest pan w stanie chociaż dopuścić taką możliwość
jest fakt, że jako jedyny mnie widzi.
Mężczyzna rozejrzał się
wokół. To dlatego ludzie tak dziwnie na niego spoglądali... Myśleli pewnie, że
zwariował. Rozmawia sam ze sobą, albo z jakimś wymyślonym przyjacielem.
Zastanawiał się czy czasem nie jest tak naprawdę i wystraszył się tej myśli.
- Może jestem przemęczony,
w końcu ostatnio usilnie próbowałem pracować, a nic mi z tego nie wychodziło.
Możliwe, że rozmawiam sam ze sobą. - powiedział na głos, chociaż wydawało mu
się, że tylko myśli.
- Tak naprawdę cokolwiek
powiem możesz w to nie uwierzyć. Nie jestem w stanie udowodnić ci, że jestem
prawdziwa. Masz teraz wybór. Możesz mnie wysłuchać, lub pozwolić mi odejść.
Mężczyzna pomyślał, że
nie ma wiele do stracenia. Nawet jeśli to jego własna podświadomość podsunęła
mu obraz kobiety to i tak warto byłoby jej wysłuchać. Może próbuje mu podsunąć
też inspirację, której tak rozpaczliwie szukał.
- Dobrze. Opowiedz mi
więc o sobie.
Kobieta uśmiechnęła się,
a w jej oczach pojawiły się iskierki.
- Jak już mówiłam, jestem
Opiekunką Inspiracji. Codziennie każdemu człowiekowi wpada do głowy pomysł, coś
unikalnego i wyjątkowego - mówiąc to spoglądała do góry, a palec wskazujący
przytknęła do głowy. - Co więcej, powiedziałabym, że tych pomysłów na dzień są
tysiące! Czasem ludzie nawet nie zauważają, że on przychodzi, bo zaraz
zaczynają myśleć o bardziej przyziemnych sprawach. Bardzo często rezygnują ze
swoich kreatywnych pomysłów. Nie chcą, albo nie potrafią ich spełnić. Pogrążają
się w smutku. - Kiedy o tym mówiła i ona posmutniała.
- Dlaczego to robią? -
zapytał, chociaż wydawało mu się, że zna odpowiedź.
- Ludzie są więźniami
rzeczywistości. Więzi ich życie, które sami sobie zaplanowali. Więżą ich role,
które muszą spełniać, ponieważ tego świat od nich oczekuje. Kreatywne pomysły
są więc tylko chwilą relaksu, zapomnienia, ucieczki od rzeczywistości. Kiedy
nie są potrzebne, są porzucane.
- Ale przecież są tacy,
którzy wykorzystują swoje pomysły, prawda?
- Oczywiście, że tak! -
roześmiała się. - Wielu malarzy, pisarzy, czy poetów bardzo często korzysta z
inspiracji. Ale nie tylko oni! Także zwykli ludzie marzący o wielkich
podróżach, skokach na bungee, czy ratowaniu ludzkiego życia. Każdy ma możliwość
wykorzystania inspiracji. Trzeba tylko chcieć.
- Nie wydaje mi się to
takie proste. - Powiedział zmartwiony. - Ja od wielu tygodni próbuję napisać
książkę, ale utknąłem w martwym punkcie i nie potrafię ruszyć dalej. Żaden
pomysł nawet nie zaiskrzył mi w głowie.
Spojrzała mu w oczy.
- Mówiłam ci, że pomysły
przychodzą każdego dnia i że przychodzi ich dużo! - rzuciła prawie gniewnie, po
czym złagodniała. - Mówiłam też, że ludzie często ich nie zauważają. Wyrzuciłeś
większość inspiracji i zapomniałeś.
- No dobrze, nie chcę się
kłócić. Możesz powiedzieć mi w takim razie, co zbierałaś tam przy fontannie?
- Jestem Opiekunką, więc
zbierałam inspiracje innych ludzi. Sądziłam, że to oczywiste.
- Jak to... zbierałaś
inspiracje?
Kobieta przewróciła
oczami i pokazała mu mały słoiczek przewiązany sznurkiem. Znajdowały się w nim małe,
białe kuleczki, które w środku mieniły się kolorami. Delikatnie wyjęła jedną z
nich, aby pokazać mężczyźnie.
- To jest to? - zapytał i
nagle zauważył, że całe mnóstwo białych kuleczek rozsypanych było po murkach,
chodnikach, schodach i przy fontannie... Gdzie tylko byli ludzie.
- Dlaczego to zbierasz?
- Muszę się nimi
zaopiekować, ponieważ to wszystko bardzo ważne pomysły! Bardzo piękne i szkoda
by było jakby zostały zapomniane.
- Co później z nimi
robisz?
Uśmiechnęła się i
spojrzała w głąb trzymanej kulki.
- Odnajduję ludzi, którzy
je porzucili, a chcieliby je odzyskać i ponownie wrzucam do ich głów. Nie
zawsze jednak ludzie pragną ich z powrotem. Wtedy odnajduję innych,
odpowiednich, którzy chętnie je przyjmą. Jeszcze nigdy żaden pomysł nie został
bezpowrotnie stracony.
- Wszystko dzięki tobie.
- uśmiechnął się.
I ona również.
- Właściwie tak.
Ponownie zaczęło kropić,
a mężczyzna poczuł, że powinien wracać do domu. Wystarczająco dużo czasu
przesiedział w tym zimnie.
- Muszę już wracać.
Spotkamy się jeszcze? - Zapytał bardziej z przyzwyczajenia. Wolał jednak zostać
przy zdrowych zmysłach nawet jeśli miał nie odzyskać inspiracji.
- To raczej nie będzie
konieczne. Zanim pójdziesz, chciałabym dać ci prezent.
Kobieta wyjęła kulkę z
samego dna słoiczka. Mieniła się odcieniami szarości, brązu i błękitu.
- Proszę - wyciągnęła
dłoń uśmiechając się.
- Czyj to pomysł?
- Twój, głuptasie! -
zażartowała. - To inspiracja, która wielokrotnie pukała do twych drzwi, jednak
za każdym razem ją wyrzucałeś. A jest naprawdę dobra! Myślę, że powstałaby z
tego wspaniała książka. - uśmiechnęła się ponownie. - Jeszcze jedna rada.
Wykorzystuj pomysły, nawet jeśli nie jesteś do nich przekonany. Zawsze warto
spróbować, najwyżej coś się nie uda. Przynajmniej będziesz wiedział, że próbowałeś.
- Dziękuję. - odrzekł
przemieszczając kulkę w dłoni. Kiedy spojrzał w górę, kobiety już nie było. -
Powodzenia, Opiekunko Inspiracji - rzekł w powietrze i ruszył w kierunku domu.
Opowiadanie zostało napisane - 3.10.2014r.
