niedziela, 23 marca 2014

Zakazana miłość






"Ma­ma po­wie­działa mi, że każdy ma swo­jego anioła, że każdy ma i będzie go miał. "

Ryszard Riedel




Zrobiło się zimno. Świat przygotowywał się na przyjście zimy. Kwiaty usnęły, trawa zastygła w czasie, a zwierzęta odeszły do cieplejszych regionów. Atmosfera coraz bardziej cichła, aż nie było słychać nic prócz kroków pewnej dziewczyny. Była młoda, miała wiele czasu, aby doświadczać życia w każdym jego aspekcie. To była dopiero jej szesnasta zima. Szła ubrana w o wiele za cienką kurtkę jak na taką pogodę i chociaż było jej zimno to myśli krążyły wokół czegoś innego. Błękitne, zamglone oczy wpatrywały się w ziemię, a szczupłe nogi niosły tam, gdzie dusza nie chciała.
Uszy poczerwieniały jej z zimna. Lodowate ręce schowała do kieszeni kurtki, choć tak naprawdę jej to nie ogrzało.
Przystanęła dopiero na promenadzie. Jasne światło latarni zostało przymglone przez wiatr. Z nieba uleciały pierwsze płatki śniegu dotykając ciemnych włosów dziewczyny. Wyciągnęła rękę i kilka spadło na chłodną dłoń. Promenada była pusta - ten wieczór wielu ludzi zdecydowało się przesiedzieć w ciepłych domach.
Powoli droga niknęła pod białymi drobinkami, a z ust poleciała para.
Dziewczyna stała oparta o balustradę zacierając ręce.
"Świat robi się taki zimny" - pomyślała. "Gdzie jest ciepło, które mogłoby mnie ogrzać..."
Z oczu poleciały łzy... nieśmiałe, drobne... Po czym czyjaś dłoń je otarła. Wystraszona - lekko odskoczyła.
- Proszę, nie strasz mnie tak! - powiedziała do mężczyzny, który pojawił się obok niczym zjawa.
- Przepraszam, ale wydawało mi się, że chciałaś mnie widzieć. - Miał rozbrajający uśmiech. Taki jedyny, który widzi się raz na tysiąc lat. Śnieg już trochę przysypał jego jasną czuprynę, ale on nie przejmował się ani tym, ani zimnem. Oczy lśniły milionami iskierek.
- Właściwie to... nie wiem. - odrzekła, chociaż głęboko w sercu wiedziała.
Mężczyzna rozwarł ramiona i oplótł je wokół niej. Wtuliła głowę jak najbliżej ciepłego serca, chociaż początkowo czuła się skrępowana. To nie był pierwszy raz kiedy się tak zbliżyli do siebie, ale jednak zawsze w takich sytuacjach mocno się rumieniła, a serce rozgrzewało się do czerwoności. Uwielbiała jego zapach, jego ciepłe dłonie, męską posturę... wiedziała, że zawsze może ją obronić.
- Już rozgrzałaś się? - zapytał wypuszczając ją z ramion.
- Trochę tak. Dziękuję.
- Nie masz mi za co dziękować. Jestem tu dla ciebie. Kocham cię i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
- Proszę! Nie mów nic więcej. Dobrze wiesz jaka trudna jest nasza sytuacja. - spojrzała na niego z wyrzutem. Zupełnie nie myślał o odpowiedzialności, o kłopotach jakie taka miłość może przysporzyć. Ona musiała myśleć za nich oboje i miała już tego dość.
Mężczyzna chwycił jej dłoń, a ona znów pokryła się czerwienią na policzkach. Wzrok krążył po ziemi, podczas gdy umysł szukał odpowiednich słów.
- Gabriel, pojawiłeś się w moim życiu tak nagle i mimo, że początkowo nie znosiłam twojej obecności to... pomogłeś mi wiele razy. Pomagałeś mi zdobyć prawdziwych przyjaciół i robić to co lubię. Skierowałeś mnie na dobrą ścieżkę. To tobie zawdzięczam, że mogę grać w teatrze szkolnym i że jestem w tym dobra. Mogłam spełnić swoje marzenia i gdyby nie ty, napewno nie udałoby mi się tego osiągnąć. Byłabym nadal niewidzialna w szkole, a progu teatru nigdy bym nie przekroczyła. Przeżyliśmy razem wiele radosnych chwil, z których bardzo się cieszę. - przerwała na chwilę i zamyśliła się nad tym co powiedzieć dalej.
Ścisnęła dłonie i przymknęła oczy.
- Dlatego... i ponieważ zawsze jesteś dla mnie miły i wyrozumiały... byłoby trudno... właściwie to... chcę powiedzieć, że... - wzięła głęboki wdech. - Kocham cię! - prawie to wykrzyczała. - Chciałabym bardzo, abyśmy już zawsze mogli być razem... Ale to niemożliwe.
- Może coś dałoby się na to poradzić... - uśmiechnął się. Po jej wyznaniu zrobiło mu się cieplej na sercu i nagle zapragnął zrzeknąć się swojej natury i zostać z nią na zawsze. To była najbardziej urocza osoba na świecie i chciał ochraniać ją do samego końca.
Zrobiło się zimniej... Jakby niebo zdawało sobie sprawę z planów młodych ludzi i nie chciało do tego dopuścić.
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Sam nie wiesz co mówisz.. Nie dawaj mi fałszywej nadziei! Umarłabym! Mam ci to wykrzyczeć? Jesteś aniołem! Nie mogę się z tobą związać, nieważne jak bardzo bym chciała. Nie jesteś człowiekiem, nie urodziłeś się na ziemi... i żyjesz znacznie dłużej ode mnie.
Miała rację. Gabriel był aniołem, który został przydzielony dziewczynie by nad nią czuwał. Istoty te nie mogą ukazywać się osobom, które chronią, ich istnienie jest owiane tajemnicą. Gabriel jednak złamał zakaz, ponieważ widział jej smutny żywot i chciał pomóc. Dążył do tego, by mogła spotkać innych, podobnych sobie, którzy by się nią zaopiekowali jak on odejdzie. Niestety przeliczył się... Pomagał jej tak długo, aż się zakochał. Miłością zakazaną i beznadziejną.
Anioła widziała jedynie ona, gdyż nie było sensu mieszać w to więcej ludzkich istot.
Nie planował tego... Nikt nie jest w stanie zaplanować. Nie mógł jednak tego ciągnąć dłużej, dziewczyna ma prawo wieść spokojne, wypełnione miłością życie z osobą z ziemi.
Mężczyzna rozłożył swe długie, białe skrzydła, które przykryły ich oboje.
- Masz rację - rzekł ze smutkiem. - Zrobiłem niewybaczalny błąd i muszę się do tego przyznać. Pomogłem ci, ale zapłaciliśmy za to surową cenę. Dlatego chcę go naprawić, zanim jednak to nastąpi mam ostatnią prośbę.
Ponownie otarł jej piękne oczy, w których odbijało się ich wspólne życie. Chwycił ją za dłonie i powiedział niemal szeptem:
- Mogę cię pocałować? - uśmiechnął się najpiękniej jak potrafił, lecz dziewczyna ponownie się zarumieniła.
- Cóż... właściwie... to... em... ttak... możesz. - Serce jej drżało. Zaraz miało się zdarzyć coś niezwykłego, a świat trwał niewzruszony. Nic go nie obchodziły uczucia ludzi, czy nawet aniołów. Płatki śniegu nawet się nie zatrzymały by spojrzeć... Czas się nie zatrzymał.
Gabriel zbliżył swą twarz do niej, oboje przymknęli oczy i złączyli usta w pocałunku miłości. Miłości niezwykłej, zakazanej, która nie może się już powtórzyć. Usta dziewczyny były chłodne, ale rozgrzały się pod jego wpływem. Miały smak słodkich truskawek.
Wiatr mocniej zawiał, ale skrzydła anioła ochroniły ich i od tego.
Pierwszy i ostatni pocałunek anioła i człowieka. Musiał wystarczyć im na całą wieczność.
- A teraz moja ukochana... Musimy się pożegnać. Jesteś najsłodszą osobą na świecie i będę kochał cię wiecznie. Pamiętaj, że w serduszku jesteś silna i wykorzystaj tę siłę, aby przebić się w świecie, a napewno znajdziesz kogoś, kto będzie chciał cię chronić od wszelkiego zła. Niech nikt nigdy nie wmówi ci, że jesteś gorsza od innych, obiecaj mi!
- Obiecuję...
- Daj z siebie wszystko - dodał na koniec. Następnie przesunął dłonią przed jej twarzą jakby machał i zniknął. Wymazał całą pamięć o sobie zostawiając oczywiście ostatnie słowa. Nie miała jednak pojęcia kto je wypowiedział, chociaż serce podpowiadało, że była to ważna dla niej osoba.
Gabriel miał już wiecznie cierpieć z powodu utraconej miłości i swojego niewybaczalnego błędu, gdyż sam nie mógł wymazać swojej pamięci. Na zawsze jednak zapamiętał smak truskawek na jej ustach.


Minął rok. Dziewczyna stała na przystanku przebierając nogami z zimna. Czekała na autobus, który się spóźniał już od dobrej pół godziny. Miała wrażenie, że nigdy nie przyjedzie.
Na przystanku nie czekał nikt prócz niej... Lecz za chwilę miało się to zmienić.
Przybył wiatr przynosząc ze sobą znajomy zapach. Nie mogła sobie przypomnieć jaki... ale rozbudził jej serce.
Zaraz potem przywiało mężczyznę, który stanął obok dziewczyny. Rozgorączkowany szukał czegoś w swojej teczce, przeglądał różne dokumenty, wyciągał duże zapisane kartki... Aż w końcu wszystko wylądowało na ziemi. Próbując je pozbierać zauważył krople czerwonej cieczy na chodniku. Krwawił... Musiał się przeciąć jedną z kartek.
- Zdradzieckie cholery - powiedział na głos.
Dziewczyna odwróciła wzrok w jego kierunku.
- Och! Przepraszam najmocniej. Skaleczyłem się po prostu... - próbował się wytłumaczyć ze swojego języka.
Spojrzała na niego i jakby przez mrugnięcie zobaczyła kogoś podobnego. Miał jasne włosy i przyjemną twarz. Zastanawiała się nad jego uśmiechem i sama nie wiedziała dlaczego.
Podeszła do niego i zaczęła mu pomagać układać dokumenty.
- Dziękuję, ale nie trzeba było.
- To nic wielkiego, a pan się przecież skaleczył. - uśmiechnęła się i on również.
Rozpoznała w tym uśmiechu coś... czego umysł nie potrafił skojarzyć, ale serce dokładnie wiedziało. Mężczyzna również odniósł podobne wrażenie.
Tym razem świat się zatrzymał... zatrzymał by spojrzeć samemu na to wszystko, gdyż po tym spotkaniu nic nie będzie tak jak przedtem.



Opowiadanie zostało napisane - 10.03.2014r.

niedziela, 9 marca 2014

Anioł





"Anioły nap­rawdę is­tnieją. 
Jeśli poz­wo­lisz im być i nie za­bijesz ich. "

Jonathan Carroll



Wiało. Zdecydowanie za mocno dzisiaj wiało. Nie zapowiadała się taka pogoda. Od bardzo dawna nie było tak zimno jak dzisiaj. Jednak Alec nie myślał o pogodzie. Nie o tym, jak śnieg przykrywał coraz bardziej, znany mu świat. Na świeżym, białym puchu pojawiły się plamy czerwono-brunatnej cieczy. Alec krwawił… ale i to nie było przedmiotem jego myśli. Zasnuła je ponura mgła, która sprawiła, że wszystko nad czym panował, upadło. Znowu zawiódł.
Na jego ciele widniały ślady walki, a nagie ramiona otulały resztki biało-czarnego materiału. Stopy miał bose, a każdy krok sprawiał mu taki ból, jakby chodził po szpilkach wielkości sopla lodu. Z jego ramion wyrastały bielsze niż śnieg skrzydła. W obecnym stanie jednak, nie mógł latać. Cały był obolały, a jedno skrzydło wyraźnie – złamane. Wpatrzony w ziemię wędrował – samemu nie wiedząc dokąd. Słońce powoli chowało się za horyzontem wypuszczając jeszcze kilka promieni – jakby pocieszając anioła. Na śniegu pojawiło się więcej plam, które wypalały go, pozostawiając głębokie dziury.
Tam, gdzie horyzont kończył swój żywot, pojawiła się kobieta. Nie miała skrzydeł jak Alec, ale wyglądem przypominała anioła. Ręce miała złożone na piersiach, a wzrok utkwiony w mężczyźnie, który nosił w sobie olbrzymie brzemię. Jej oczy, niczym nieskończony ocean, czekały na spotkanie.
Alec, jakby wodzony intuicją, podniósł wzrok i ujrzał kobietę na swojej ścieżce donikąd. Jego złociste włosy opadały na oczy, a ciemne strużki krwi pomykały po twarzy.
- Ariane… Ja… - smutek i płacz zawładnęły jego duszą. – przepraszam… - wymamrotał.
Spuścił wzrok.
- Ciii… - uspokoiła go kobieta. Dotknęła jedwabistą dłonią jego zmęczonej twarzy, a on ponownie spojrzał na nią. – Nie bądź zatroskany, mój drogi. Potrzeba ci teraz dużo siły, aby nie stać się tym, kogo nienawidzisz.
- Ale ja… znów zawiodłem. Nie potrafiłem jej uratować… chociaż mnie prosiła. Nie mogłem jej ocalić.
- Każda strata jest wpisana w nasz żywot. Nie możesz się teraz poddać rozpaczy, bo ona cię zniszczy! Pamiętaj co dzieje się z aniołami poddającymi się takim uczuciom.
Alec uklęknął na śniegu, chowając w dłoniach swą twarz. Ariane przykucnęła przy nim i przytuliła do swojej piersi.
Nagle, rozbłysło jasne światło, okalając ciało strudzonego mężczyzny. Rany na jego ciele, jedna po drugiej, zanikały, tworząc jasne blizny. Skrzydło powróciło do swojej postaci, jednak kilka piór z niego wypadło. Zmarznięte ciało zostało okryte nową szatą z biało-czarnego materiału, jednak tym razem w większości panowała na niej czerń. Alec usłyszał w swojej głowie tajemniczy głos: „Poświęciłeś dzisiaj swoje ciało i umiejętności, aby uratować dziecko przed niechybną zgubą. Mimo swojego zaangażowania i włożonej siły, nie udało ci się jej ocalić. Jednak twoje chęci były szczere i godne miana Anioła, dlatego też nadal nim będziesz. Z drugiej strony straciliśmy dzisiaj wspaniałą osobę… Dziecko, które mogło wprowadzić pokój na świecie. Dziecko, ważne dla całego świata i dla każdej istoty z osobna. Tak więc, każda blizna na twym ciele, każde brakujące pióro, a także czerń na twym odzieniu – będzie ci odtąd przypominać o tej stracie. Waż teraz swoje działania, bowiem każde ma ogromny wpływ na losy świata.”
Głos umilkł.



Opowiadanie zostało napisane - 11.05.2010r.



PS: Dzisiaj publikuję nieco starsze i bardzo krótkie opowiadanie, gdyż nie miałam zbyt wiele czasu na napisanie nowego. Nie jestem do końca pewna dlaczego ono mi się podoba, ale złe zakończenia mają swój urok. Wiem, że tak naprawdę niewiele w nim treści, ale pozostawiłam sporo miejsca na wyobraźnię. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :).