"Mama powiedziała mi, że każdy ma swojego anioła, że każdy ma i będzie go miał. "
Ryszard Riedel
Zrobiło się zimno. Świat
przygotowywał się na przyjście zimy. Kwiaty usnęły, trawa zastygła w czasie, a
zwierzęta odeszły do cieplejszych regionów. Atmosfera coraz bardziej cichła, aż
nie było słychać nic prócz kroków pewnej dziewczyny. Była młoda, miała wiele
czasu, aby doświadczać życia w każdym jego aspekcie. To była dopiero jej
szesnasta zima. Szła ubrana w o wiele za cienką kurtkę jak na taką pogodę i
chociaż było jej zimno to myśli krążyły wokół czegoś innego. Błękitne, zamglone
oczy wpatrywały się w ziemię, a szczupłe nogi niosły tam, gdzie dusza nie
chciała.
Uszy poczerwieniały jej z zimna.
Lodowate ręce schowała do kieszeni kurtki, choć tak naprawdę jej to nie
ogrzało.
Przystanęła dopiero na promenadzie.
Jasne światło latarni zostało przymglone przez wiatr. Z nieba uleciały pierwsze
płatki śniegu dotykając ciemnych włosów dziewczyny. Wyciągnęła rękę i kilka
spadło na chłodną dłoń. Promenada była pusta - ten wieczór wielu ludzi zdecydowało
się przesiedzieć w ciepłych domach.
Powoli droga niknęła pod białymi
drobinkami, a z ust poleciała para.
Dziewczyna stała oparta o balustradę
zacierając ręce.
"Świat robi się taki zimny"
- pomyślała. "Gdzie jest ciepło, które mogłoby mnie ogrzać..."
Z oczu poleciały łzy... nieśmiałe,
drobne... Po czym czyjaś dłoń je otarła. Wystraszona - lekko odskoczyła.
- Proszę, nie strasz mnie tak! -
powiedziała do mężczyzny, który pojawił się obok niczym zjawa.
- Przepraszam, ale wydawało mi się,
że chciałaś mnie widzieć. - Miał rozbrajający uśmiech. Taki jedyny, który widzi
się raz na tysiąc lat. Śnieg już trochę przysypał jego jasną czuprynę, ale on
nie przejmował się ani tym, ani zimnem. Oczy lśniły milionami iskierek.
- Właściwie to... nie wiem. -
odrzekła, chociaż głęboko w sercu wiedziała.
Mężczyzna rozwarł ramiona i oplótł je
wokół niej. Wtuliła głowę jak najbliżej ciepłego serca, chociaż początkowo
czuła się skrępowana. To nie był pierwszy raz kiedy się tak zbliżyli do siebie,
ale jednak zawsze w takich sytuacjach mocno się rumieniła, a serce rozgrzewało
się do czerwoności. Uwielbiała jego zapach, jego ciepłe dłonie, męską
posturę... wiedziała, że zawsze może ją obronić.
- Już rozgrzałaś się? - zapytał
wypuszczając ją z ramion.
- Trochę tak. Dziękuję.
- Nie masz mi za co dziękować. Jestem
tu dla ciebie. Kocham cię i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
- Proszę! Nie mów nic więcej. Dobrze
wiesz jaka trudna jest nasza sytuacja. - spojrzała na niego z wyrzutem.
Zupełnie nie myślał o odpowiedzialności, o kłopotach jakie taka miłość może
przysporzyć. Ona musiała myśleć za nich oboje i miała już tego dość.
Mężczyzna chwycił jej dłoń, a ona
znów pokryła się czerwienią na policzkach. Wzrok krążył po ziemi, podczas gdy
umysł szukał odpowiednich słów.
- Gabriel, pojawiłeś się w moim życiu
tak nagle i mimo, że początkowo nie znosiłam twojej obecności to... pomogłeś mi
wiele razy. Pomagałeś mi zdobyć prawdziwych przyjaciół i robić to co lubię.
Skierowałeś mnie na dobrą ścieżkę. To tobie zawdzięczam, że mogę grać w teatrze
szkolnym i że jestem w tym dobra. Mogłam spełnić swoje marzenia i gdyby nie ty,
napewno nie udałoby mi się tego osiągnąć. Byłabym nadal niewidzialna w szkole,
a progu teatru nigdy bym nie przekroczyła. Przeżyliśmy razem wiele radosnych
chwil, z których bardzo się cieszę. - przerwała na chwilę i zamyśliła się nad
tym co powiedzieć dalej.
Ścisnęła dłonie i przymknęła oczy.
- Dlatego... i ponieważ zawsze jesteś
dla mnie miły i wyrozumiały... byłoby trudno... właściwie to... chcę
powiedzieć, że... - wzięła głęboki wdech. - Kocham cię! - prawie to
wykrzyczała. - Chciałabym bardzo, abyśmy już zawsze mogli być razem... Ale to
niemożliwe.
- Może coś dałoby się na to
poradzić... - uśmiechnął się. Po jej wyznaniu zrobiło mu się cieplej na sercu i
nagle zapragnął zrzeknąć się swojej natury i zostać z nią na zawsze. To była
najbardziej urocza osoba na świecie i chciał ochraniać ją do samego końca.
Zrobiło się zimniej... Jakby niebo
zdawało sobie sprawę z planów młodych ludzi i nie chciało do tego dopuścić.
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Sam nie wiesz co mówisz.. Nie dawaj
mi fałszywej nadziei! Umarłabym! Mam ci to wykrzyczeć? Jesteś aniołem! Nie mogę
się z tobą związać, nieważne jak bardzo bym chciała. Nie jesteś człowiekiem,
nie urodziłeś się na ziemi... i żyjesz znacznie dłużej ode mnie.
Miała rację. Gabriel był aniołem,
który został przydzielony dziewczynie by nad nią czuwał. Istoty te nie mogą
ukazywać się osobom, które chronią, ich istnienie jest owiane tajemnicą.
Gabriel jednak złamał zakaz, ponieważ widział jej smutny żywot i chciał pomóc.
Dążył do tego, by mogła spotkać innych, podobnych sobie, którzy by się nią
zaopiekowali jak on odejdzie. Niestety przeliczył się... Pomagał jej tak długo,
aż się zakochał. Miłością zakazaną i beznadziejną.
Anioła widziała jedynie ona, gdyż nie
było sensu mieszać w to więcej ludzkich istot.
Nie planował tego... Nikt nie jest w
stanie zaplanować. Nie mógł jednak tego ciągnąć dłużej, dziewczyna ma prawo
wieść spokojne, wypełnione miłością życie z osobą z ziemi.
Mężczyzna rozłożył swe długie, białe
skrzydła, które przykryły ich oboje.
- Masz rację - rzekł ze smutkiem. -
Zrobiłem niewybaczalny błąd i muszę się do tego przyznać. Pomogłem ci, ale
zapłaciliśmy za to surową cenę. Dlatego chcę go naprawić, zanim jednak to
nastąpi mam ostatnią prośbę.
Ponownie otarł jej piękne oczy, w
których odbijało się ich wspólne życie. Chwycił ją za dłonie i powiedział
niemal szeptem:
- Mogę cię pocałować? - uśmiechnął
się najpiękniej jak potrafił, lecz dziewczyna ponownie się zarumieniła.
- Cóż... właściwie... to... em... ttak...
możesz. - Serce jej drżało. Zaraz miało się zdarzyć coś niezwykłego, a świat
trwał niewzruszony. Nic go nie obchodziły uczucia ludzi, czy nawet aniołów.
Płatki śniegu nawet się nie zatrzymały by spojrzeć... Czas się nie zatrzymał.
Gabriel zbliżył swą twarz do niej,
oboje przymknęli oczy i złączyli usta w pocałunku miłości. Miłości niezwykłej,
zakazanej, która nie może się już powtórzyć. Usta dziewczyny były chłodne, ale
rozgrzały się pod jego wpływem. Miały smak słodkich truskawek.
Wiatr mocniej zawiał, ale skrzydła
anioła ochroniły ich i od tego.
Pierwszy i ostatni pocałunek anioła i
człowieka. Musiał wystarczyć im na całą wieczność.
- A teraz moja ukochana... Musimy się
pożegnać. Jesteś najsłodszą osobą na świecie i będę kochał cię wiecznie.
Pamiętaj, że w serduszku jesteś silna i wykorzystaj tę siłę, aby przebić się w
świecie, a napewno znajdziesz kogoś, kto będzie chciał cię chronić od
wszelkiego zła. Niech nikt nigdy nie wmówi ci, że jesteś gorsza od innych,
obiecaj mi!
- Obiecuję...
- Daj z siebie wszystko - dodał na
koniec. Następnie przesunął dłonią przed jej twarzą jakby machał i zniknął.
Wymazał całą pamięć o sobie zostawiając oczywiście ostatnie słowa. Nie miała
jednak pojęcia kto je wypowiedział, chociaż serce podpowiadało, że była to ważna
dla niej osoba.
Gabriel miał już wiecznie cierpieć z
powodu utraconej miłości i swojego niewybaczalnego błędu, gdyż sam nie mógł
wymazać swojej pamięci. Na zawsze jednak zapamiętał smak truskawek na jej
ustach.
Minął rok. Dziewczyna stała na
przystanku przebierając nogami z zimna. Czekała na autobus, który się spóźniał
już od dobrej pół godziny. Miała wrażenie, że nigdy nie przyjedzie.
Na przystanku nie czekał nikt prócz
niej... Lecz za chwilę miało się to zmienić.
Przybył wiatr przynosząc ze sobą
znajomy zapach. Nie mogła sobie przypomnieć jaki... ale rozbudził jej serce.
Zaraz potem przywiało mężczyznę,
który stanął obok dziewczyny. Rozgorączkowany szukał czegoś w swojej teczce,
przeglądał różne dokumenty, wyciągał duże zapisane kartki... Aż w końcu wszystko
wylądowało na ziemi. Próbując je pozbierać zauważył krople czerwonej cieczy na
chodniku. Krwawił... Musiał się przeciąć jedną z kartek.
- Zdradzieckie cholery - powiedział
na głos.
Dziewczyna odwróciła wzrok w jego
kierunku.
- Och! Przepraszam najmocniej.
Skaleczyłem się po prostu... - próbował się wytłumaczyć ze swojego języka.
Spojrzała na niego i jakby przez mrugnięcie
zobaczyła kogoś podobnego. Miał jasne włosy i przyjemną twarz. Zastanawiała się
nad jego uśmiechem i sama nie wiedziała dlaczego.
Podeszła do niego i zaczęła mu
pomagać układać dokumenty.
- Dziękuję, ale nie trzeba było.
- To nic wielkiego, a pan się
przecież skaleczył. - uśmiechnęła się i on również.
Rozpoznała w tym uśmiechu coś...
czego umysł nie potrafił skojarzyć, ale serce dokładnie wiedziało. Mężczyzna
również odniósł podobne wrażenie.
Tym razem świat się zatrzymał...
zatrzymał by spojrzeć samemu na to wszystko, gdyż po tym spotkaniu nic nie
będzie tak jak przedtem.
Opowiadanie zostało napisane - 10.03.2014r.

