"Anioły naprawdę istnieją.
Jeśli pozwolisz im być i nie zabijesz ich. "
Jonathan Carroll
Wiało. Zdecydowanie za mocno dzisiaj
wiało. Nie zapowiadała się taka pogoda. Od bardzo dawna nie było tak zimno jak
dzisiaj. Jednak Alec nie myślał o pogodzie. Nie o tym, jak śnieg przykrywał
coraz bardziej, znany mu świat. Na świeżym, białym puchu pojawiły się plamy
czerwono-brunatnej cieczy. Alec krwawił… ale i to nie było przedmiotem jego
myśli. Zasnuła je ponura mgła, która sprawiła, że wszystko nad czym panował,
upadło. Znowu zawiódł.
Na jego ciele widniały ślady walki, a
nagie ramiona otulały resztki biało-czarnego materiału. Stopy miał bose, a
każdy krok sprawiał mu taki ból, jakby chodził po szpilkach wielkości sopla
lodu. Z jego ramion wyrastały bielsze niż śnieg skrzydła. W obecnym stanie
jednak, nie mógł latać. Cały był obolały, a jedno skrzydło wyraźnie – złamane.
Wpatrzony w ziemię wędrował – samemu nie wiedząc dokąd. Słońce powoli chowało
się za horyzontem wypuszczając jeszcze kilka promieni – jakby pocieszając
anioła. Na śniegu pojawiło się więcej plam, które wypalały go, pozostawiając
głębokie dziury.
Tam, gdzie horyzont kończył swój
żywot, pojawiła się kobieta. Nie miała skrzydeł jak Alec, ale wyglądem
przypominała anioła. Ręce miała złożone na piersiach, a wzrok utkwiony w
mężczyźnie, który nosił w sobie olbrzymie brzemię. Jej oczy, niczym nieskończony
ocean, czekały na spotkanie.
Alec, jakby wodzony intuicją,
podniósł wzrok i ujrzał kobietę na swojej ścieżce donikąd. Jego złociste włosy
opadały na oczy, a ciemne strużki krwi pomykały po twarzy.
- Ariane… Ja… - smutek i płacz
zawładnęły jego duszą. – przepraszam… - wymamrotał.
Spuścił wzrok.
- Ciii… - uspokoiła go kobieta.
Dotknęła jedwabistą dłonią jego zmęczonej twarzy, a on ponownie spojrzał na
nią. – Nie bądź zatroskany, mój drogi. Potrzeba ci teraz dużo siły, aby nie
stać się tym, kogo nienawidzisz.
- Ale ja… znów zawiodłem. Nie
potrafiłem jej uratować… chociaż mnie prosiła. Nie mogłem jej ocalić.
- Każda strata jest wpisana w nasz
żywot. Nie możesz się teraz poddać rozpaczy, bo ona cię zniszczy! Pamiętaj co
dzieje się z aniołami poddającymi się takim uczuciom.
Alec uklęknął na śniegu, chowając w
dłoniach swą twarz. Ariane przykucnęła przy nim i przytuliła do swojej piersi.
Nagle, rozbłysło jasne światło,
okalając ciało strudzonego mężczyzny. Rany na jego ciele, jedna po drugiej,
zanikały, tworząc jasne blizny. Skrzydło powróciło do swojej postaci, jednak
kilka piór z niego wypadło. Zmarznięte ciało zostało okryte nową szatą z
biało-czarnego materiału, jednak tym razem w większości panowała na niej czerń.
Alec usłyszał w swojej głowie tajemniczy głos: „Poświęciłeś dzisiaj swoje ciało
i umiejętności, aby uratować dziecko przed niechybną zgubą. Mimo swojego
zaangażowania i włożonej siły, nie udało ci się jej ocalić. Jednak twoje chęci
były szczere i godne miana Anioła, dlatego też nadal nim będziesz. Z drugiej
strony straciliśmy dzisiaj wspaniałą osobę… Dziecko, które mogło wprowadzić
pokój na świecie. Dziecko, ważne dla całego świata i dla każdej istoty z
osobna. Tak więc, każda blizna na twym ciele, każde brakujące pióro, a także
czerń na twym odzieniu – będzie ci odtąd przypominać o tej stracie. Waż teraz
swoje działania, bowiem każde ma ogromny wpływ na losy świata.”
Głos umilkł.
Opowiadanie zostało napisane - 11.05.2010r.
PS: Dzisiaj publikuję nieco starsze i bardzo krótkie opowiadanie, gdyż nie miałam zbyt wiele czasu na napisanie nowego. Nie jestem do końca pewna dlaczego ono mi się podoba, ale złe zakończenia mają swój urok. Wiem, że tak naprawdę niewiele w nim treści, ale pozostawiłam sporo miejsca na wyobraźnię. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :).

Faktycznie, złe zakończenie ma swój urok... Uczy pokory. Piękne opowiadanie. Wieczorkiem zasiądę do kolejnych!
OdpowiedzUsuń