niedziela, 5 października 2014

Inspiracja


Dziś ponownie opowiadanie stworzone całkiem niedawno ;). Co ciekawe zainspirowała mnie do jego napisania praca innego człowieka (nie pisana) i dała dużo do myślenia. Mam nadzieję, że przekażę te odczucia dalej i nigdy nie opuści Was inspiracja - i że zawsze ją zauważycie :).







"Inspiracja przychodzi każdego dnia. Wystarczy ją po prostu zauważyć."

Anonim




Młody mężczyzna siedział tam gdzie zawsze. Na małym murku przed fontanną obserwując spacerujących ludzi. Lubił to robić kiedy szukał inspiracji. W ręku trzymał naruszony zębem czasu notatnik i zwykłe, szare pióro. W kieszeni czarnego płaszcza chował jeszcze różnej wielkości ołówki i szczątki gumki do gumowania.
Po chwili zauważył, że nie patrzy już na ludzi tylko w przestrzeń daleko za nimi. Za barierką, która okalała fontannę, za rzeką, za wysokimi drapaczami chmur widocznymi z daleka. Pogoda nie nastrajała do niczego. Było ponuro, brzydko, co jakiś czas kropił lekki deszcz. Wielkimi krokami zbliżała się jesień, a młody mężczyzna nadal nie miał żadnego pomysłu.
Puste kartki notatnika śmiały mu się w twarz, a on był bezradny. Jak dziecko we mgle.
Zamknął go, żeby nie musieć patrzeć na tę pustkę. Czuł, że otacza go otchłań, a wokół krążą bez celu cienie. Dawny świat pewnie już zaginął w czeluściach kosmosu, a on został sam. Zupełnie sam.
Nagle jego wzrok przykuła pewna młoda kobieta zbierająca coś na ziemi niedaleko fontanny. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że jest zupełnie zwyczajna; miała kasztanowe, długie włosy splecione w warkocz, była dość szczupła, a jej twarz wyglądała na zapracowaną. Była jedna rzecz, która nie do końca mu pasowała do ponurego obrazka otoczenia... Kobieta była ubrana w lekką, białą sukienkę - taką jaką nosi się latem, kiedy spotyka z przyjaciółmi w słonecznym parku, albo kiedy wybiera się na wycieczkę poza miasto. Sukienka była zwiewna, lecz nie przezroczysta, deszcz jej nie zmoczył, a kobieta wydawała się nie zwracać uwagi na pogodę. Zupełnie jakby nie było jej zimno.
Przez chwilę mężczyzna sądził, że widzi ducha... Że tak długo szukał inspiracji, aż zwariował. Postanowił się o tym przekonać i podszedł do kobiety.
- Dzień dobry pani. Mógłbym wiedzieć co pani robi w tak ponury dzień? - grzecznie się przywitał. A przynajmniej miał taką nadzieję, że to było grzeczne. Nie chciał jej wystraszyć, ale i tak lekko drgnęła na jego słowa.
- Przepraszam, ale... - widać, że się zmieszała. Przewracała oczami i schowała coś za plecami. - Cóż... Nie robię nic niezwykłego. Zbieram... różne rzeczy...
- Niech mi pani wybaczy śmiałość, ale jest tak zimno na dworze. Może zgubiła się pani? Może mógłbym jakoś pomóc? - zapytał z troską.
- Nie, to nie to. I.. nie jest mi zimno. To miło, że pan pyta, ale chciałabym wrócić do pracy. - nerwowo założyła uwolniony kosmyk włosów za ucho.
Mężczyznę bardzo zdziwiło zachowanie kobiety, a do tego zauważył, że ludzie wokół zaczęli mu się dziwnie przyglądać. Chociaż może przyglądali się jej, że jest tak letnio ubrana.
- Przepraszam, że nalegam, ale mogę spytać o pani imię?
Uśmiechnęła się.
- Nie zrezygnuje pan, prawda?
Czyżby teraz chciała mu wyjawić swój sekret? Powiedzieć dlaczego tutaj jest, zbierając coś z ziemi, ubrana w letnią sukienkę? Może faktycznie była duchem.
- Dobrze... Powiem panu co tutaj robię. Usiądźmy na murku.
To było zastanawiające. Czuł, że dziewczyna może stać się inspiracją, której tak długo szukał i nie mógł się doczekać wyjawienia sekretów.

- Nie jestem w stanie wytłumaczyć panu kim dokładnie jestem lub jak się nazywam. Możemy uznać, że jestem Opiekunką Inspiracji.
- Opiekunką? Nie rozumiem. Żarty sobie ze mnie pani robi... - taaak... każdy normalny człowiek o zdrowych zmysłach powiedziałby, że ta pani zwyczajnie zwariowała. Być może jest chora i musi być odwieziona do szpitala? Może tak powinien uczynić? Więc dlaczego siedział tam, patrzył na nią i nic nie zrobił? Może dlatego, że faktycznie nie było jej zimno, podczas gdy on się trząsł nawet mimo ubranego płaszcza. Nie miała gęsiej skórki, nie szczękała zębami, miała zdrowy kolor skóry. I uśmiechała się do niego.
- Zdaję sobie sprawę, że wy ludzie jesteście zazwyczaj sceptykami. Rzadko wierzycie w coś, co wykracza poza ustalone przez was samych ramy. Jednak istnieją na tym świecie rzeczy, których nie da się udowodnić, ani zamknąć w prawach fizyki. Jedną z tych rzeczy jestem ja. Dowodem na to, że jest pan w stanie chociaż dopuścić taką możliwość jest fakt, że jako jedyny mnie widzi.
Mężczyzna rozejrzał się wokół. To dlatego ludzie tak dziwnie na niego spoglądali... Myśleli pewnie, że zwariował. Rozmawia sam ze sobą, albo z jakimś wymyślonym przyjacielem. Zastanawiał się czy czasem nie jest tak naprawdę i wystraszył się tej myśli.
- Może jestem przemęczony, w końcu ostatnio usilnie próbowałem pracować, a nic mi z tego nie wychodziło. Możliwe, że rozmawiam sam ze sobą. - powiedział na głos, chociaż wydawało mu się, że tylko myśli.
- Tak naprawdę cokolwiek powiem możesz w to nie uwierzyć. Nie jestem w stanie udowodnić ci, że jestem prawdziwa. Masz teraz wybór. Możesz mnie wysłuchać, lub pozwolić mi odejść.
Mężczyzna pomyślał, że nie ma wiele do stracenia. Nawet jeśli to jego własna podświadomość podsunęła mu obraz kobiety to i tak warto byłoby jej wysłuchać. Może próbuje mu podsunąć też inspirację, której tak rozpaczliwie szukał.
- Dobrze. Opowiedz mi więc o sobie.
Kobieta uśmiechnęła się, a w jej oczach pojawiły się iskierki.
- Jak już mówiłam, jestem Opiekunką Inspiracji. Codziennie każdemu człowiekowi wpada do głowy pomysł, coś unikalnego i wyjątkowego - mówiąc to spoglądała do góry, a palec wskazujący przytknęła do głowy. - Co więcej, powiedziałabym, że tych pomysłów na dzień są tysiące! Czasem ludzie nawet nie zauważają, że on przychodzi, bo zaraz zaczynają myśleć o bardziej przyziemnych sprawach. Bardzo często rezygnują ze swoich kreatywnych pomysłów. Nie chcą, albo nie potrafią ich spełnić. Pogrążają się w smutku. - Kiedy o tym mówiła i ona posmutniała.
- Dlaczego to robią? - zapytał, chociaż wydawało mu się, że zna odpowiedź.
- Ludzie są więźniami rzeczywistości. Więzi ich życie, które sami sobie zaplanowali. Więżą ich role, które muszą spełniać, ponieważ tego świat od nich oczekuje. Kreatywne pomysły są więc tylko chwilą relaksu, zapomnienia, ucieczki od rzeczywistości. Kiedy nie są potrzebne, są porzucane.
- Ale przecież są tacy, którzy wykorzystują swoje pomysły, prawda?
- Oczywiście, że tak! - roześmiała się. - Wielu malarzy, pisarzy, czy poetów bardzo często korzysta z inspiracji. Ale nie tylko oni! Także zwykli ludzie marzący o wielkich podróżach, skokach na bungee, czy ratowaniu ludzkiego życia. Każdy ma możliwość wykorzystania inspiracji. Trzeba tylko chcieć.
- Nie wydaje mi się to takie proste. - Powiedział zmartwiony. - Ja od wielu tygodni próbuję napisać książkę, ale utknąłem w martwym punkcie i nie potrafię ruszyć dalej. Żaden pomysł nawet nie zaiskrzył mi w głowie.
Spojrzała mu w oczy.
- Mówiłam ci, że pomysły przychodzą każdego dnia i że przychodzi ich dużo! - rzuciła prawie gniewnie, po czym złagodniała. - Mówiłam też, że ludzie często ich nie zauważają. Wyrzuciłeś większość inspiracji i zapomniałeś.
- No dobrze, nie chcę się kłócić. Możesz powiedzieć mi w takim razie, co zbierałaś tam przy fontannie?
- Jestem Opiekunką, więc zbierałam inspiracje innych ludzi. Sądziłam, że to oczywiste.
- Jak to... zbierałaś inspiracje?
Kobieta przewróciła oczami i pokazała mu mały słoiczek przewiązany sznurkiem. Znajdowały się w nim małe, białe kuleczki, które w środku mieniły się kolorami. Delikatnie wyjęła jedną z nich, aby pokazać mężczyźnie.
- To jest to? - zapytał i nagle zauważył, że całe mnóstwo białych kuleczek rozsypanych było po murkach, chodnikach, schodach i przy fontannie... Gdzie tylko byli ludzie.
- Dlaczego to zbierasz?
- Muszę się nimi zaopiekować, ponieważ to wszystko bardzo ważne pomysły! Bardzo piękne i szkoda by było jakby zostały zapomniane.
- Co później z nimi robisz?
Uśmiechnęła się i spojrzała w głąb trzymanej kulki.
- Odnajduję ludzi, którzy je porzucili, a chcieliby je odzyskać i ponownie wrzucam do ich głów. Nie zawsze jednak ludzie pragną ich z powrotem. Wtedy odnajduję innych, odpowiednich, którzy chętnie je przyjmą. Jeszcze nigdy żaden pomysł nie został bezpowrotnie stracony.
- Wszystko dzięki tobie. - uśmiechnął się.
I ona również.
- Właściwie tak.

Ponownie zaczęło kropić, a mężczyzna poczuł, że powinien wracać do domu. Wystarczająco dużo czasu przesiedział w tym zimnie.
- Muszę już wracać. Spotkamy się jeszcze? - Zapytał bardziej z przyzwyczajenia. Wolał jednak zostać przy zdrowych zmysłach nawet jeśli miał nie odzyskać inspiracji.
- To raczej nie będzie konieczne. Zanim pójdziesz, chciałabym dać ci prezent.
Kobieta wyjęła kulkę z samego dna słoiczka. Mieniła się odcieniami szarości, brązu i błękitu.
- Proszę - wyciągnęła dłoń uśmiechając się.
- Czyj to pomysł?
- Twój, głuptasie! - zażartowała. - To inspiracja, która wielokrotnie pukała do twych drzwi, jednak za każdym razem ją wyrzucałeś. A jest naprawdę dobra! Myślę, że powstałaby z tego wspaniała książka. - uśmiechnęła się ponownie. - Jeszcze jedna rada. Wykorzystuj pomysły, nawet jeśli nie jesteś do nich przekonany. Zawsze warto spróbować, najwyżej coś się nie uda. Przynajmniej będziesz wiedział, że próbowałeś.
- Dziękuję. - odrzekł przemieszczając kulkę w dłoni. Kiedy spojrzał w górę, kobiety już nie było. - Powodzenia, Opiekunko Inspiracji - rzekł w powietrze i ruszył w kierunku domu.




Opowiadanie zostało napisane - 3.10.2014r.

1 komentarz:

  1. Niezapominajko, powiem tak:
    Mogło być lepiej. Lecz cóż przynajmniej jakieś opowiadanie jest po tak dlugiej przerwie. Powodzenia w dalszym kreowaniu nowych coraz ciekawszych historii :)

    OdpowiedzUsuń